czwartek, 24 października 2013

♠. Powrót

Przepraszam, że bardzo długo mnie nie było. Niestety nie miałam czasu tutaj bywać, tak jakoś wyszło. Ale pomyślałam, że powinnam dalej prowadzić tego bloga, ale nie wiem czy dalej ktoś by go czytał. Przez ostatnie dni robiłam 'remont' stronki, więc rozdziały są trochę porozrzucane, ale zrobiłam 'spis treści' więc znajdziecie jakie są po kolei rozdziały i możecie bezpośrednio ze spisu treści na nie przejść. Dodałam też trochę opisów bohaterów, które możecie zobaczyć w 'Bohaterowie'. Nie będę bardzo często dodawać postów, ponieważ mam szkołę i muszę się uczyć. Ten tydzień i następny będzie dość ciężki, ale postaram się w tym i następnym tygodniu coś dodać. Mam nadzieje, że wena mnie nie opuści. :)Aa! Właśnie! Macie twitter'a? No to zapraszam do śledzenia mnie na twitter'ze: TWITTER [kliknij tu, żeby przejść na mojego twitter'a]
Pozdrawiam. xx

8. Nowa uczennica .

8. Nowa uczennica .

     Zamknęłam oczy i odpłynęłam...DRYŃ!DRYŃ!DRYŃ! Chwila przerwy. DRYŃ!DRYŃ!DRYŃ! Budzik... Och.. Wyłączyłam budzik i nagle wzdrygnęłam się. Felix?! Co on,do cholery robi w moim pokoju?! Po co On tu przyszedł?! Po jaką cholere?! Siedział na moim łożku kilka centymetrów ode mnie. Rzuciłam do niego:
- Co ty TUTAJ robisz? - mało nie wkyrzyczałam tego zdania.
Uśmiechnąl się do mnie i odrył swoje cudowne brązowe oczy. Z dnia na dzień stają się one coraz piękniejsze.. Nagle w radiu usłyszałam piosenke 1D - irresistable, a on zaczął ją nucić. Czułam się wspaniale. Czułam euforie. Nigdy jeszcze nie zaznałam takiego uczucia, tym bardziej, że od jakiegoś czasu w mojej głowie są przerażające myśli, ból i strach. Te uczucie było czymś odmiennym niż to co ostatnia czułam i doświadczyłam. Nareszcie zazałam spokoju i ciszy, ciszy w moim umyśle po tak długim czasie smutku, nienawiści do siebie i strachu przed tym, że kogoś skrzywdzę. Ustały te uczucia, nareszcie ustały. To było cudowne czuć się znowu szczęśliwą. Nie ponowiłam pytania zadanego mu chwile temu, nie chciałam wiedzieć. Byłam szczęśliwa, że jest obok mnie, nie potrzebowałam już wyjaśnienia. On uśmiechnął się do mnie i przycisnął swoje wargi do moich. Znowu zalało mnie uczucie euforii. Całowaliśmy się, gdy nagle drzwi się otworzyły.... Nagle w moim pokoju stała Tayna, która trzymała w rękach dwa zestawy ubrań. Uśmiechnęła się szeroko widząc nas na łóżku całujących się. Szybko ustałam na nogi, koło łóżka, spychając Felixa na pościel. Tayna spoglądnęła na niego, potem na mni, uśmiechnęła się i ruciła do mnie:
- To który zestaw mam wybrać do szkoły? Hot lady or sweet style?
Spoglądnęłam na ubrania. W jednej ręce miała czarne rurki, czerwony stanik z kolcami i czarną jeansową kurtkę z kolcami. W drugiej ręce morelowe rurki i białą prześwitującą koszlę. Od razu odgadłam, że pierwszy zestaw to hot lady, a drugi sweet style. Doradziłam jej, żeby założyła drugi zestaw i tak zrobiła. Spojrzała się na moje ubrania które leżały na krześle. Spojrzała na mnie i zapytała:
- Masz zamiar tu dzisiaj ubrać?
- Tak - odparlam. Tayna i Felix się skrzywili
- Co się stało z twoim stylem? Miałaś taki świetny! - rzucił Felix.
- Nie miałam czasu nic kupować i czasu żeby wybierać co jest piękne... ale teraz ni jest chyba, aż tak źle?
- źle? Moim zdaniem jest tragicznie! - Rzuciła Tayna
-Nie jest źle - odpowiedział Felix - Ale mgłoby być lepiej.
-Yhym. - Odparłam.
-Idę po śniadanie dla nas,bo słysze, że twoja mama już skończyła. - Wysunęła lekko język i wyszła z pokoju.

7. Kocha czy nie kocha ? - Prawda o miłości .

7. Kocha czy nie kocha ? - Prawda o miłości .

     Uchyliły się drzwi, a zza nich wyjrzał Felix. Jego kasztanowe włosy nadal lekko zakrywały oczy. Uśmiechnął się do mnie.
-Można?
Uśmiechnęłam się na jego widok.
-Tak, można.
-Chora jesteś?
-Nie, tylko zmęczona jestem.
-Yhm, słuchaj..
-Tak?
Spojrzałam na niego pełna nadziei.
-Ale masz być w stu procentach szczera.
-Ok.
-Czujesz coś do mnie?
-Ehm..tak..
Rozpromienił się jeszcze bardziej, a w oku pojawił się błysk nadziei. Podszedł do mnie bliżej i usiadł obok mnie. Spojrzał mi w oczy.
-Kochasz mnie?
Kiwnęłam głową potwierdzająco, a on uśmiechnął się do mnie. Powiedział bezdźwięcznie "Kocham cię". Uśmiechnęłam się i odgarnęłam mu grzywkę na bok, aby spojrzeć w jego brązowe oczy. Były piękne tak jak przedtem, a może i jeszcze piękniejsze.. Pocałował mnie lekko w usta.
-Myślałem, że cię stracę na zawsze.
-Dlaczego?
-Nie tylko ty jesteś wampirem.
Otworzyłam szeroko oczy.
-Co?
-Wiem wszystko.
Kiwnęłam głową przecząco. Jak to możliwe? To było kłamstwo czy jak, do cholery?!
-Okłamaliście mnie?
-Nie.- Oburzył się. -To wszystko co Tayna ci powiedziała jest prawdą. To Amon przemienił mnie w wampira. Dłuższy czas temu. Oni dowiadywali się z kim byłaś, abyś nie została za zawsze sama. Kocham Cię Aniala. Nawet nie wiesz jak bardzo.
-Ja Ciebie też.
Pocałował mnie. Rozpiął mi jeden guzik od piżamy.
- E e - Zaprzeczyłam.
Zostawił moją piżamę i odsuną się ode mnie. Kiwną głową.
-Zawsze Ciebie kochałem, nawet wtedy, gdy byłaś dla mnie niemiła.
-Nie mogę.
-Czego?
-Przepraszam, może i ciebie kocham, ale to za dużo jak na jeden dzień..
Kiwnął głową, że zrozumiał. Wstał i wyszedł. Po chwili Tayna wychyliła się zza drzwi.
-Aniela? - Weszła.
-Hm?
-Przepraszam ciebie za wszystko co wcześniej źle zrobiłam. Nie powinnam.
Kiwnęłam głową, a ona się uśmiechnęła.
- Pamiętaj jutro po szkole na zakupy!
Cieszyła się jak małe dziecko. Gdy zobaczyła, że się na nią dziwnie patrzę, powiedziała:
-No co? To, że jestem wampirem nie oznacza, że nie potrafię cieszyć się z ludzkich rzeczy.
Puściła oczko. Uśmiechnęłam się do niej.
-Ok. Po szkole.
Miała już wyjść, ale rzuciła:
-A! Jeszcze jedno! Nie odrzucaj go, ok? Wiem, że potrzebujesz czasu, ale potem będziesz tego żałować jak go odrzucisz.
-Ok, spróbuję być dla niego miła.
Tayna uśmiechnęła się, ale widać było, że nie o to jej chodziło. Kiwnęłam głową, że rozumiem o co chodzi. Po chwili wyszła i zamknęła drzwi. Zamknęłam oczy i odpłynęłam...DRYŃ!DRYŃ!DRYŃ! Chwila przerwy. DRYŃ!DRYŃ!DRYŃ! Budzik... Och.. Wyłączyłam budzik i nagle..

5. Decyzja.


  5. Decyzja.





- Więc Aniela, wyjeżdżamy. - Zwrócił się do mnie Amon.
-Cooooo?!
-Nie myślałaś, że zostaniemy tu na zawsze? Prawda? Nie możemy tu zostać.
-Jak to nie? A moi rodzice?Rodzina? Szkoła? Ja muszę chodzić do szkoły! Już dawno powinnam być w domu! Rodzice mnie zabiją! Która godzina?
-Uspokój się Aniela - Powiedziała łagodnie Tayna.
-Jedziemy teraz i koniec kropka! - Wydarł się Amon. - Nie zostaniemy tutaj, ani minuty dłużej! A ty jedziesz z nami nawet jeśli musiałbym cię zabrać siłą!
Zniknęła z jego twarzy szczęśliwa mina. Był wściekły, na mnie.
-Amon! A może ona, a może zostaniemy tu do końca roku szkolnego. Ona skończy szkołę i wyjedzie. Nikt nie będzie podejrzewał nikogo o nic. Rodzice jej nie martwiliby się o nią i nie zgłosiliby porwania czy zaginięcia..
Spojrzałam na Tayna. Dobrze mówiła, ale ja nie chciałam z nimi iść. Nigdzie nie chciałam iść. Amon spojrzał na mnie wściekły. Po chwili spojrzał na Taynę i rzucił:
-Dobrze, ale jeśli nie wyjedziemy po zakończeniu roku szkolnego, któraś z was tego pożałuje.
Powiedział to sucho i lodowato. Wiedziałam, że te ostatnie zdanie dotyczy mnie. Przecież on by Tayny nie skrzywdził...Nie.
-Dobra. - Przytaknęła Tayna.
-Tayna, odprowadź ją do domu. - Potem zwrócił się do mnie. - Ona ma u ciebie zamieszkać. Wymyśl coś, ale ona ma u ciebie być. Przez cały czas.
-Do szkoły też ma się zapisać? - Zapytałam.
-Tak. - Odpowiedział.- Wiec ma być wszystko załatwione.
Ruszył już, ale po chwili odwrócił się i dodał:
-A! I dwa razy w tygodniu idziemy na polowanie. Nie możesz być głodna chodząc do szkoły.
Kiwnęłam głową. Spojrzałam na Taynę. Przyłożyła palec do swoich ust, co oznaczało, żebym była cicho. Kiwnęłam głową. Wzięła mnie za rękę i ruszyłyśmy. Po chwili byłyśmy w lesie naprzeciwko mojego domu. Spojrzałam na nią.
- Masz jakąś wymówkę, abym z tobą zamieszkała?
-Ym.. Tak.
-Jaką?
-A może być coś takiego, że spalił ci się dom i nie masz gdzie zamieszkać. Oczywiście niby rodzice w tym pożarze też zgineli.
-Może być.
Kiwnęłam głową i ruszyłyśmy w stronę mojego domu. Otworzyłam drzwi, a w nich stała zdenerwowana mama.
-Gdzieś ty była? Czemu nie było cię w szkole? Czemu tak długo ciebie nie było? Chcesz, abym przez ciebie zawału dostała? - Zaczęła krzyczeć.
-Nie, mamo. Zemdlałam, a ona mnie znalazła i zabrała do szpitala, w którym długo mnie trzymali.
-Och, too wszystko wyjaśnia.
-Dziękuje Ci.. ehm?
-Tayna. Jestem Tayna. - Uśmiechnęła się przyjaźnie do mojej mamy.
-Miło mi.
-Ehm.. no i Tayna jakiś czas temu straciła dom i rodzinę w pożarze.. no i nie ma gdzie mieszkać..
- Uhm..
Tayna spojrzała na mnie, a potem na mamę.
- A więc.. dziękuje, że pomogłaś mojej córce.. no i może.. chcesz u nas zamieszkać na jakiś czas...?
-Ehm.. byłabym wdzięczna, nie będę robić kłopotów..Właśnie będę chodzić do ostatniej klasy, tak jak Aniela, więc tylko do końca roku będę u państwa mieszkać, jeśli nie będę sprawiać kłopotu.. moge też pomagać w różnych domowych czynnościach, jestem osobą pomocną, więc niech pani się nie krępuje jak będzie trzeba coś pomóc i poprosić mnie o pomoc.
-Och, dobrze.
-Dziękuje, mamo.
Rzuciłam się jej na szyję i pocałowałam w policzek. Mam uśmiechnęła się.
-Zaprowadzę ciebie Tayno do twojego nowego pokoju, dobrze?
-Dobrze.
Tayna obdarowała mamę następnym serdecznym uśmiechem. Weszłyśmy na górę. Mam otworzyła drzwi do pokoju gościnnego. Po prawej stronie stało biurko na, którym stał laptop i lampka. Po lewej stronie stało łóżko. Okno było naprzeciwko drzwi, a szafa po prawej stronie przy drzwiach. Wisiało też tam lustro koło drzwi po lewej stronie. Za oknem było widać nasz ogródek z huśtawką, hamakiem, aptanką i różnymi drzewkami ozdobnymi i kwiatami. Mama uwielbiała zajmować się ogrodem. Bardzo dużo czasu w nim spędzała. Tayna wyjrzała przez okno i powiedziała:
-Przepiękny ogród.
-Dziękuje.
Mama ucieszyła się z tej pochwały. Lubiła, gdy ktoś zachwycał się jej ogrodem.
-Masz ubrania.
-Nie.
Mama podała mi pieniądze i powiedziała:
-Po szkole pójdziecie coś sobie kupić.
Kiwnęłyśmy głową. Po chwili mama wyszła, a ja odwróciłam się w stronę Tayny.
-Fajną masz mamę.
Uśmiechnąła się.
-Mogę zobaczyć twój pokój?
Kiwnęłam głową. Otworzyłam drzwi.
-Fajny.
Podeszłam do laptopa i włączyłam go sprawdziłam wiadomości. Było ich 21. Wszystkie z tematem "Czemu nie było cię w szkole?" Odpisałam wszystkim, a w tym samym czasie Tayna kręciła się po moim pokoju. Odwróciłam się i obserwowałam Taynę. Gdy Tayna zobaczyła, że jej się przyglądam rzuciła:
-Coś się stało?
-Nie, ale.. jak to jest z Amonem i tobą?
Tayna wypuściła powietrze z płuc i usiadła na moim łóżku.
-Siadaj, wszystko ci opowiem.

3. Prawda.

3. Prawda.

 

    Stałam naprzeciwko Tayny, która opierała się o drzewo. Cały czas miała na swojej twarzy chytry uśmieszek. Zaczęło mnie to denerwować. Nagle zza paproci wyłonił się Amon. Uśmiechnął się do swojej dziewczyny i oparł się o moje drzewo. Spojrzałam na niego nieufnie.
- A więc.. wiesz kim jesteś?
- Nie. Ale powoli się domyślam.
 - Jesteś wampirem.
Powiedział to tak lekko i spokojnie, aż się wzdrygnęłam. Uśmiechnął się znowu tym swoim uśmieszkiem. Co on do cholery wyprawia?! Czy on mnie podrywa?! Zrobiłam kwaśną minę. Nie. To niemożliwe. A może jednak.. bo gdyby nie podrywał mnie to Tayna nie dałaby mi tej karteczki, chyba. Oj .. już sama nie wiem.
Chwile.. czy mi się przesłyszało?! JESTEM WAMPIREM?! Poniekąd to wszystko wyjaśnia. Ten amok*. Tą żądzę krwi.. Ja chciałam zabić własną siostrę.. i zabiłam tą niewinną dziewczynkę.. Łza spłynęła po moim policzku.
- Znaczy, nie byłabyś wampirem, gdybyś nie wyssała z tamtej dziewczynki krwi. Bo widzisz, aby stać się wampirem trzeba, albo posilić się krwią ludzką, gdy jest się ugryzionym przez wampira, albo wypić krew wampira i umrzeć.
- Czyli, gdybym nie wypiła krwi nadal byłabym człowiekiem i wszystko byłoby dobrze?
- Nie o to chodzi.. gdybyś nie wypiła krwi byłabyś człowiekiem, ale po 3 dniach byś umarła.
Wzdrygnęłam się. Blondynka uśmiechnęła się jeszcze bardziej.
- Och ..
Amon spojrzał na mnie i dotknął mojego łokcia. Tayna zaczęła piorunować mnie wzrokiem. Uśmiechnęłam się tylko do mniej triumfalnie. Wreszcie  przestała się uśmiechać tak .. och. Nawet nie chce o tym myśleć.
- Czemu mi to zrobiłeś?
Nie odpowiedział. Milczał. Denerwowała mnie ta cisza.
- Czy tylko ja słyszę różne rozmowy, które dla normalnego człowieka są niesłyszalne?
- Nie, każdy wampir tak ma. 
- A co z niewyobrażalną prędkością? Nie zauważyłam, żebym była szybka.
- Chodź. Pokaże ci.
Wysunął w moją stronę rękę. Podałam mu swoją. Po chwili zaczęłam pędzić. Widziałam wszystko doskonale. Każdy ruch wykonywałam z gracją. Nagle zatrzymaliśmy się tam gdzie poprzednio staliśmy.
- Niesamowite.
Szepnęłam podekscytowana. Uśmiechnął się.
- Jestem nieśmiertelna.
- No nie całkiem.
- Hym? Czosnek nas zbija, prawda?
Zaczął się śmiać.
- Nie. To mit. Ale kołek wpity w serce zabija wampira. - Powiedział to ze śmiertelną powagą.
- Czyli żadne przedmioty religije też nie ..?
- Nie. Ani srebro. To akurat zabija wilkołaki.. A co do światła.. tak. zabija nas, ale można temu zaradzić. Jutro dowiesz się jak.
Kiwnęłam głową.
- Ale teraz czas, abyś się kontrolowała.
Zmarszczyłam brwi. Przecież to dla mnie niemożliwe! Ja się nie powstrzymam.. tak jak z ta dziewczynką.. Miałam łzy w oczach.
- Nie martw się, uda ci się.
- Ewentualnie zabije cię jak się na kogoś rzucisz bez kontroli. - Dodała podekscytowana Tayna.
Spojrzałam w ziemię. Było mi głupio z powodu tej dziewczynki.. była taka niewinna.
- Chodź.
Ruszyliśmy. Po chwili byliśmy już na miejscu.
- To tutaj.
Spojrzał na obcą osobę.
- Przejdź obok niej.
- Chyba sobie żartujesz?!
- Czy wyglądam jakbym żartował?
Spojrzałam na niego. Odpowiedz była prosta. Nie. Szłam w stronę obcej mi kobiety. Poczułam zapach jej krwi. Wołał mnie. Prosił, abym .. och. Ból coraz bardziej narastał. Byłam blisko kobiety, ale nagle straciłam panowanie nad sobą.

1. Przemiana

1. Przemiana .

***

   Zbliżała się noc . Siedziałam w kuchni pochłaniając gofry jeden za drugim . W pierwszym momencie weszła Laura po następnego gofra i powiedziała :
- Przystopuj z tym jedzeniem gofrów . Niedługo nie będziesz mogła wyjść z kuchni , bo nie zmieścisz się w drzwiach . - Gdy dokończyła zdanie uśmiechnęła się zadowolona z siebie .
- Och dorośnij Laura ! - rzuciłam .
- Wiesz co ... - uśmiechnęła się chytrze .
- Co ty knujesz ? . - Przestraszyłam się wiedząc nóż w jej ręce .
    Cała Laura . Nieprzewidywalna . Czasami nie wiem czego się po niej spodziewać . Jest niemożliwa . Żebym mogła unikałabym ją szerokim łukiem , ale niestety mieszkamy pod jednym dachem .
- Ale bym ... znaczy co ja bym dała , żeby ktoś cię ugryzł , skaleczył , albo zabił ... - Zaczęła się cicho śmiać, a ja tylko spojrzałam na nią jak na wariatkę . - Albo zabrał ciebie stąd jak najdalej ...
Przewróciłam oczami . Z kim jak do cholery mieszkam ?! W tej samej chwili do kuchni weszła mama . Od razu wróciłam do jedzenia gofra . Zza pleców mamy wyjrzała Laura i wystawiła język . Przewróciłam oczami i niechcący powiedziałam :
- Coś  ci nie pasuje psie ? .
Mama spojrzała na mnie karcącym wzrokiem .
- Do kogo mówiłaś ? .
- Yhm .. Do nikogo . - Zaczerwieniłam się . - Dzisiaj omawialiśmy w szkole wiersze i .. mój kolega zwrócił się tak do swojego kolegi z ławki .. i właśnie opowiadałam to dla Laury .
   Niech mi uwierzy ... nie mam zamiaru mieć przez nią następnych kłopotów . Że taka 14-latka może wyprowadzić człowieka z równowagi . Jestem od niej o 2 lata starsza . Powinna mnie szanować !
- Aha . - 
Odpowiedziała mama , ale nie była zbytnio przekonana . Na szczęście nie będę miała przez nia następnych kłopotów .
- Idź Laura do łóżka . Jest już 23 .
- Dobrze . - Odpowiedziała, a ja uśmiechnęłam się do niej triumfalnie .
Na szczęście przynajmniej tu jest sprawiedliwość . Poszła , a ja wstałam i włożyłam talerz do zmywarki . Spojrzałam na zegar i poszłam na górę do swojego pokoju . Przebrałam się w piżamę i usiadłam przy komputerze . Włączyłam go i sprawdziłam pocztę . Nic . Sprawdziłam Facebooka . Kilka wiadomości , przypomnień i zaproszeń do znajomych . Zaakceptowałam zaproszenia , zobaczyłam przypomnienia i odpisałam na wiadomości . Coś zaczęło stukać w szybę . Otworzyłam okno i wyglądnęłam . Niczego nie było .Zostawiłam otwarte okno . Usiadłam na łóżko , a wiatr wdarł się przez okno i zaczął kołysać moimi włosami . Zamknęłam oczy .Nagle usłyszałam szmer . Natychmiast otworzyłam oczy . Niczego nie było . Wstałam patrząc się w okno . W pewnym momencie odwróciłam się . Za mną stał jakiś człowiek . Choć nie do końca byłam pewna czy to człowiek .Był blady jak ściana . Oczy miał czerwone jak krew , a włosy czarne jak smoła .Spojrzał się na mnie z żalem wykrzywiając usta , które miały pokazać , że jest smutny . Nagle ruszył w moją stronę . Był tak szybki , że nie miałam czasu na reakcję . Ugryzł mnie w szyję . Poczułam tylko piekielny ból . Zaczęłam nieświadomie krzyczeć i zemdlałam . Upadłam na podłogę . Nie minęła 30 sekund , gdy otworzyłam oczy znowu z krzykiem . tata szybko otworzył drzwi na oścież trzymając w ręku kij . Za nim stała mama i Laura . Też z kijami w rękach . Rozejrzałam się dookoła . Byłam w łóżku pod kocem . Jakimś cudem , byłam w łóżku ! Jak ?!! Kiedy ?! . Mama po chwili zapytała :
- Aniela ! Nic ci nie jest ? . -Tata w tej samej chwili zamknął okno .
- Nie - Odpowiedziałam , chociaż czułam , że coś jest nie tak .
- Eee ... to był tylko sen . - Powiedziała Laura . - Darłaś się jakby ktoś cię zabijał .
A co on do cholery robił !!! Krzyczałam w myślach . Myślałam , że on mnie zabije ! Byłam wściekła .
- Tak , to był tylko sen . - Powiedziałam . - To był tylko sen .
Tata spojrzał na mnie dziwnie i powiedział :
- Skoro nic ci nie jest to pójdziemy sobie .
- Tak . - Zamkneli drzwi . - Sen .. To był tylko sen .
Za każdym razem , gdy to powtarzałam zaczęłam w to coraz bardziej wierzyć . W głowie cały czas słyszałam powtarzające suę przeze mnie słowo "sen " .
Sen , sen , sen , sen , sen , sen , sen .
Dotknęłam szyi lekko ręką szyi . Po chwili położyłam rękę na kolanach . A na niech krew ... To była krew . Moja krew . Odruchowo drugą ręką zakryłam usta , aby nie krzyczeć , ale ugryzłam ją . "Ała! " - powiedziałam w myślach . Poszłam do łazienki i zmyłam krew z szyi . Opłukałam całą twarz i wróciłam do pokoju . Położyłam się na łóżko i przykryłam kocem . Spoglądnęłam na okno , a w moich myślach pojawiła się postać , która niemal mnie zabiła . Zamknęłam szybko oczy i zacisnęłam mocno powieki przytulając się do nóg . Zagryzłam wargę . Miałam wrażenie , że cały czas On mnie obserwuje , ale nie miałam odwagi otworzyć oczu . Położyłam się z zamkniętymi oczami i odwróciłam się do okna plecami . Usłyszałam szmer . Serce zaczęło mi coraz mocniej walić . Myślałam , że zaraz wyskoczy mi z piersi .Czy On wrócił po mnie ?

***

czwartek, 16 sierpnia 2012

6. Historia (nie)śmiertelnej miłości.

6. Historia (nie)śmiertelnej miłości.

-Coś się stało?
-Nie, ale.. jak to jest z Amonem i tobą?
Tayna wypuściła powietrze z płuc i usiadła na moim łóżku.
-Siadaj, wszystko ci opowiem.
Podeszłam i usiadłam na łóżku obok niej.
 -A więc.. Był rok 1897 . Miałam wtedy 5 lat .. kąpałam się w morzu. Nie umiałam jeszcze pływać.Chlapałam wodą w różne strony. Śmiałam się głośno, śpiewałam i tańczyłam, ale po pewnym czasie zobaczyłam, że za daleko odeszłam od brzegu. Zbierało się na burzę, a fale stawały się coraz większe, próbowałam wracać, ale fale zabierały mnie w przeciwną stronę. Byłam coraz dalej brzegu. Woda zaczęła zakrywać powoli moją twarz. Zaczęłam się szarpać i wołać o pomoc, ale nikogo nie było w pobliżu. Zaczęłam opadać na dno, ale ktoś szarpnął mnie za rękę i wyciągnął na powierzchnię. Tą osobą był Amon. Miał wtedy 23 lata, ale wyglądał na 17. Wtedy już był wampirem i potrafił się kontrolować. Po jego 6 latach męki.. - Wzdrygnęła się. - Uratował mnie. To dzięki niemu przeżyłam. Od tamtej pory nie odstępował mnie na krok. Pomagał mi. Gdy miałam 17 lat przyrzekliśmy sobie, że nigdy siebie nie opuścimy i wymieniliśmy się krwią. Wtedy stałam się wampirem. Kochaliśmy siebie nawzajem bardzo mocno. Po kilkudziesięciu lata cała moja bliska rodzina umarła.. zostaliśmy sami, więc postanowiliśmy trochę podróżować. Nigdy nie przestaliśmy siebie kochać nawzajem, nawet teraz, ale teraz coś się zmieniło.. bo szuka zemsty.. bo widzisz.. jego rodzina nie umarła z przyczyn naturalnych.. ich wszystkich pozabijał wampir.. a Amon.. on chce, żeby On zapłacił za to co zrobił jego rodzinie.. bo on ich bardzo kochał.. nigdy Mu tego nie wybaczył, ale gdy dowiedział się, że ma szansę się zemścić, dzięki tobie.. to mu trochę odbiło..
- A więc..? Dlatego tym jestem..?
-Tak. - Szepnęła cicho.
- Czyli jak już Amon dopełni zemsty to wy mnie porzucicie, prawda?
- Nie. - Odpowiedziała błyskawicznie. - Amon nikogo nie zamienia w wampira tylko po to, aby kogoś porzucić. Ja też się na to nie godzę.
-Czyli.. ale co będzie potem, jak on się zemści?
-Będziemy dalej chodzić po tym świecie.. spotykać różne trudności..nigdy nie jest nudno...
Spojrzałam na nią ze smutkiem.
- A Ty? Tobie to pasuje?
-Ech, tak. Kocham go. To dlatego na to się zgodziłam.
- Ale ja..
-Chodzi tu o miłość, prawda?
Spojrzałam na nią z niedowierzaniem. Skąd ona to wszystko wie? Tak łatwo się domyślić?
- Tak.
- Ten pierwszy, którego pocałujesz zostaje tym jedynym..
Wytrzeszczyłam oczy. Że co? Czyli Felix jest tym jedynym? A co z Danielem?!
- A co z.. - Urwałam.
Tayna pokręciła przecząco.
- Go już nie będzie.
- Jak to?
Zadzwonił dzwonek do drzwi. Tayna kiwnęła głową w stronę drzwi.
- To będzie wasz koniec.
Łzy napłynęły mi do oczu. Kochałam go, ale w sumie, zawsze coś do Felixa czułam.. Miałam mętlik w głowie. Niczego już nie rozumiałam. Mama krzyknęła, abym zeszła, bo Daniel przyszedł. Zeszłam na dół, a Daniel stał na progu moich drzwi. Podeszłam do niego powoli.
-Cześć.
-Cześć. - Odpowiedział.
-Hm? Wejdziesz?
-Nie, ja tylko na chwilę. Chciałem ci coś powiedzieć..- Chwila ciszy była przerażająca, a łzy napływały mi do oczu. -Chciałem powiedzieć, że.. przepraszam, ale..my...no, nie możemy być razem.
Coś ukuło mnie w serce. Jakby ktoś walną mnie cegłą w głowę i brzuch. Łza popłynęła mi po policzku.
-Dlaczego?
-Tak będzie lepiej. Przepraszam.
Przytulił mnie, a łzy zaczęły płynąc jak w wodospadzie Niagara. Wypuścił mnie z objęć i ostatni raz się uśmiechnął i odszedł. Zamknęłam drzwi. Nie wierzyłam własnym oczom..odszedł. Miało być tak pięknie.. Pamiętam naszą pierwszą  randkę. Piknik w parku i zachodzące słońce. Druga randka rolki, trzecia kręgle, czwarta wesołe miasteczko. I tak po kolei wspominałam każdą naszą randkę ze wszystkimi szczegółami. Leżałam w łóżku, a Tayna przyniosła mi pizze i colę. Zjadłam i położyłam się spać. Miałam już wszystkiego dość. Nie rozumiałam już niczego. Dlaczego musi się tak dziać?!Dlaczego? Usłyszałam pukanie do drzwi wejściowych. Po kilku minutach ktoś zapukał do drzwi.
-Proszę.
Uchyliły się drzwi, a zza nich wyjrzał Felix. Jego kasztanowe włosy nadal lekko zakrywały oczy. Uśmiechnął się do mnie.
-Można?

środa, 25 lipca 2012

4. Ofiary.

4. Ofiary.

 

   Rzuciłam się na kobietę. Wbiłam swoje kły w jej żyłę i zaczęłam wysysać z niej krew.  Tayna rzuciła się na pomoc nieznanej kobiecie. Wzięła mnie za bluzkę i rzuciła w stronę budynku. Uderzyłam plecami w budynek, ale nic nie zabolało. Spojrzałam na Tayne cała w furii. Miałam już się na nią rzucić, ale Amon dotknął mojego ramienia. Mogłam już się kontrolować. Mogłam sama własnowolnie poruszać kończynami.
- Cholera!
Krzyknęła Tayna.
- Ona zamieni się w wampira.
- Zabij ją.
Rzucił bezlitośnie Amon. Tayna była w szoku. Jakby pierwszy raz słyszała takie polecenie od Amona. Zerkałam to na Taynę, to na Amona. Tayna zbliżyła się do nieznajomej. Kobieta leżała na ziemi. Gdy Tayna stała tuż nad nią kobieta spojrzała na nią oczami pełnymi amoku. Zmieniała się w wampira i to była moja wina. Nikogo innego, tylko moja. Złapałam się za głowę. Miałam już tego dość.
Czemu ja to robię? Ja nie chce taka być już na zawsze. Nie chce zabijać niewinnych ludzi. Po policzku spłynęła mi zła. Tayna pochyliła się nad kobietą i ukręciła jej kark. Usłyszałam przerażający dźwięk łamanych kości. Wzdrygnęłam się, a do oczu napłynęły mi łzy. Muszę to powstrzymać. Nie mogę być taka. Krzyczałam na siebie w myślach wyzywając mnie. Zmuszając siebie do tego, aby przestać już wyrządzać krzywdę i zapanować nad swoimi emocjami. Przysięgłam sobie, więc muszę dotrzymać sobie danego słowa.
Łzy popłynęły strumieniem po moich policzkach. Nie miałam zamiaru przestać płakać, ani choćby spróbować się powstrzymać od płakania. Emocje tak się we mnie skłębiły, że nie wytrzymałam. Pozwoliłam im ujść. Postanowiłam dać sobie popłakać, tak długo jak poczuję przynajmniej trochę ulgi.Wstałam cały czas obserwując ich. Tak mało brakowało, a zabiłabym tą kobietę. Teoretycznie to przeze mnie musiała zostać zabita. Amon spojrzał na Taynę i kiwną głową. Po chwili zrozumiałam o co mu chodziło. Tayna włożyła do worka martwą kobietę i podpaliła worek. Wzdrygnęłam się. Łzy znowu napłynęły mi do oczu. Nie chciałam na to patrzeć. Zamknęłam oczy i poczułam lekki wiatr, który poruszał lekko moimi włosami. Czułam zapach spalenizny i zapach krwi. Przyłożyłam ręce do oczu i poczułam rękę Tayny na moim ramieniu. Zabrałam dłonie i odważyłam się spojrzeć jej w oczy. W jej oczach widziałam żal. Nie ten zły żal, który zobaczyłam u Amona, gdy nie ugryzł. Jej żal był szczery. Tak jakby współczuła mi, że muszę na to patrzeć. Pierwszy raz poczułam taką delikatność, współczucie i sympatię Tayny. Wzięła mnie w ramiona i przytuliła mnie. Amon nie ruszał się z miejsca, w którym stał. Patrzył cały czas jak ciało się pali. Był w tej chwili taki nieczuły, w porównaniu do Tayny. Myślałam, że ona mnie nienawidzi. Jest zazdrosna o Amona. Ale chyba jednak się myliłam. Nie rozumiałam tego. Dlaczego oni zmienili się? Nie potrafiłam odpowiedzieć sobie na t pytanie. Amon wreszcie drgnął. Odwrócił głowę w naszą stronę i zwrócił się do mnie:
-Będziesz tak długo ćwiczyć, aż będziesz się kontrolować. Możemy ćwiczyć dniami i nocami, aż się nauczysz.
Każde słowo wymawiał tak jakby się mną brzydził. Mówił do mnie nieczule i lodowato. Nie tak jak wcześniej. Zabolało mnie to.
-A ty, masz się nią zająć. Masz ją nauczyć panować nad sobą. Wrócę za godzinę.
Do Tayny zwracał się niby uprzejmie, ale słowa nie pasowały do tego jak to akcentował. Spojrzałam na Taynę. Ona kiwnęła głową i po chwili Amona nie było. Pozostało puste miejsce,w którym stał.
-Co robimy? - Zapytałam.
-Idziemy. Musisz ćwiczyć.
-Ale gdzie? - Spoglądnęłam na nią.
-Tam gdzie mało osób chodzi. 
Nie miałam pojęcia o które miejsce jej chodzi. Wzięła mnie za rękę i pociągnęła za sobą. Przez kilkadziesiąt sekund biegłyśmy z niewyobrażalną prędkością. I naglę stałam jak wryta. To była opuszczona stacja benzynowa. Tam gdzie pierwszy raz pocałowałam się z moim pierwszym chłopakiem - Felixem. Nie wiem czemu, ale dalej coś do niego czułam.
Pamiętam jeszcze ten dzień. Zachodziło słońce, a jego promyki przebijały się między liśćmi. Letni wiatr lekko poruszał jego kasztanowymi włosami, które zawsze lekko zakrywały jego piękne ciemnobrązowe oczy. Był ubrany w wyblakło-niebieską koszulę i jasnoszare rurki, a na nogach miał na sobie fioletowe conversy. Czuć było cudowny zapach jego perfum. Z sekundy na sekundę byliśmy coraz bliżej siebie, aż on dotknął swoimi ustami moich ust. Mogłabym tak trwać wiecznościami, ale zawsze to co piękne się kończy.
Tayna spoglądnęła na mnie i zapytała:
-Nic ci nie jest?
-Nie.
Odparłam niezbyt przekonująco i widać, że nie uwierzyła mi, ale uszanowała, że nie chcę o tym rozmawiać.
-Tamten, będzie następną próbą.
Kiwnęła głową w stronę nieznajomego z dredami. Kiwnęłam do niej głową, że rozumiem i ruszyłam w jego stronę. Wszystko zaczęło znowu pulsować. Zaczęło mnie jakby rozrywać od środka. Otworzyłam oczy szeroko. Ból był nie do wytrzymania. Palił mnie i rozrywał. Wzięłam głęboki wdech, chociaż po chwili stwierdziłam, że było to niemądre, bo rzuciłam się na kolesia i wysysałam z niego krew. Tayna przewróciła oczami i ruszyła na pomoc chłopakowi, mało brakowało, a wyssałabym z niego całą krew. Zrobiła znowu to samo co z kobietą, a w oczach znowu pojawiły się łzy, ale nie pozwoliłam im ujść. Wzięłam kilka głębokich wdechów. Tayna podeszła do mnie i spróbowała wytłumaczyć mi co mam robić, ale na marne. Nie potrafiłam niczego zrobić. Po dłuższym czasie nadeszła następna osoba, skończyła jak pięciu poprzednich. Śmiercią. Słońce powoli już zachodziło i znikało z horyzontu. Nadeszła już dziesiąta osoba. Wzięłam wdech. Błagam. Modliłam się, abym tą osobę nie zabiła jak poprzednie. Ruszyłam w stronę kobiety. Wdychałam i wydychałam powietrze. Robiłam to co mówiła Tayna. Kobieta przeszła obok mnie. Ustałam, ale nie dlatego, że miałam zamiar zaatakować, tylko dlatego, że powstrzymałam się od tego, aby się na tą kobietę rzucił. Byłam z siebie dumna, ale Tayna zinterpretowała to inaczej. Stała w gotowości, aby rzucić się na mnie i oderwać mnie od nieznajomej, ale po chwili Zrozumiała, że nie miałam zamiar zrobić tego. Uśmiechnęła się i zaczęła iść w moją stronę.
-Nareszcie. Myślałam, że nigdy tego nie załapiesz.
Była z siebie dumna, wiedziała, że dobrze wykonała swoją robotę.
-Cześć dziewczyny, przepraszam, że musiałyście na mnie tyle czekać, myślałem, że zejdzie mi to szybciej.
Wraz z Tayną odwróciłyśmy się szybko i ujrzałyśmy Amona, który siedział na najniższej gałęzi drzewa.
-A więc? Udało się?
-Tak.- Powiedziała zadowolona Tayna.
-Myślałam, że zejdzie wam to dłużej, ale jestem zadowolony.
Spojrzał na mnie i się uśmiechnął. Nie miał już takiej twarzy jak wcześniej, nie był mną obrzydzony. Uśmiechał się do mnie szczerze.
- Więc Aniela, wyjeżdzamy. - Zwrócił się do mnie Amon.-Cooooo?!



I takie pytanie czy chcielibyście, aby założyła bloga, w którym opowiadałabym tą historię z punktu widzenia Tayny? Albo jakiegoś innego bohatera? Piszcie co o tym myślicie.

środa, 4 lipca 2012

2. Amok

2. Amok . *

***

   Otworzyłam oczy. Wzięłam telefon do ręki i sprawdziłam która godzina . Dochodziła 7. Spoglądnęłam na okno. Padał deszcz. Wstałam i podeszłam do okna, aby się przyjrzeć krajobrazowi za oknem. Po chwili weszłam do łazienki i spojrzałam w lustro. Nie dowierzałam oczom. Moje oczy przyciemniały od wczorajszego wieczoru. Przysunęłam głowę niemal dotykają lustra. Nie mogłam uwierzyć w to. Odwróciłam się szybko. Nałożyłam czarne rurki i fioletową bluzkę. Umyłam błyskawicznie twarz i czym prędzej wyszłam z łazienki. Usiadłam na łóżko i spakowałam szybko książki do plecaka. Spoglądnęłam jeszcze raz na telefon. Dopiero 7.10. Położyłam plecak na łóżku i wyszłam z pokoju. Szłam korytarzem. Drzwi do pokoju siostry były otwarte. Ustałam i spojrzałam na Laurę. Ona uśmiechnęła się do mnie. Nagle poczułam przeraźliwy głód. Zęby jakby zaczęły rosnąć. Głowa niemal pękała mi. Czułam przeraźliwy ból. Chciałam zacząć wysysać z mojej siostry krew, aż ona umrze. Zaczęło mnie to przerażać. Podeszłam trochę, aby nie widziała mnie i mojego przerażającego stanu. Oparłam się o ścianę i przytuliłam do kolan. Miałam tego cholernie dość. Nagle wstałam i zeszłam szybko do kuchni. Spojrzałam na memę.
- Co ci jest Aniela? Wyglądasz strasznie blado.
- Nic mamo. Czuję się dobrze.
Czułam piekielny ból. Jakbym eksplodowała od środka. Jakby każdy mięsień rozrywał się powoli i bardzo boleśnie. Wzięłam szybko talerz z moim śniadaniem i wychodząc z kuchni krzyknęłam:
- Zjem u siebie.
Zatrzasnęłam szybko drzwi za sobą i oparłam się o nie. Położyłam talerz na biurku. Wdychałam i wydychałam powietrze. Otworzyłam okno i nagle jakiś samochód zderzył się z drugim tuż pod moim domem. Poczułam zapach krwi. Znów czułam silne pragnienie. Mięśnie jakby pękały. Zwinęłam się w kłębek na podłodze, aby przeczekać ten cholerny ból. Na nic to się nie zdało. Wstałam znowu i szybko zamknęłam okno. Poczułam się trochę lepiej. Nie czułam już zapachu krwi. Mogłam być przynajmniej na chwilę spokojna. Usiadłam na krzesło i spojrzałam na talerz leżący na biurku. Sięgnęłam po kanapkę i zaczęłam ją jeść, ale nie była taka jak zawsze. Była mniej smaczna niż zwykle. Ale przecież ona jest tak samo robiona i z tego samego. To jak to możliwe, że inaczej smakuje?! Zastanawiałam się tak przy każdym kęsie. Obracałam ją i patrzyłam na nią z różnych stron, ale niczego nowego nie było. Skończyłam jeść i nagle usłyszałam jakieś dźwięki. Przysłuchałam się i ...
- Ona żyje? Pomocy! Ona żyje! Pomóżcie jej!
- Jak to mogło się stać?
- Widział ktoś co dokładnie się stało?
- Karetka już w drodze.
- Jak mogło do tego dojść. To takie ostrożne osoby...
Wzdrygnęłam się. Spojrzałam na okno. Szczelnie zamknięte. Spoglądnęłam na drzwi. Tak samo. Jak to możliwe, że ja to słyszę?! JAK TO MOŻLIWE?! Ogarnęła mnie panika. Co ze mną się stało?! Jakim cudem ja słyszę to?! Dlaczego tak się dzieje?! Czym ja do cholery jestem?! Po moim policzku popłynęła łza. Bałam się. A co jeśli komuś zrobię krzywdę?! Nie mogę wychodzić z domu. Ale mam szkołę, a rodzice nie pozwolą zostać mi w domu. Po chwili jednak zdecydowałam. IDE DO SZKOŁY. Wzięłam plecak i zeszłam na dół. Moja mama wraz z tatą stali na progu drzwi. O nie - pomyślałam. - Nie dobrze. Jak mam koło nich przejść?! Sama spojrzała na mnie i powiedziała:
- Idziesz już do szkoły?
- Tak. - Odpowiedziałam szybko.
- Chcesz, żeby tata cię podwiózł? Laura jedzie na ognisko, więc mogą przy okazji ciebie zawieść do szkoły.
 - Nie, dziękuje. Przejdę się.
Mam tylko pokiwała głową i przepuściła mnie w drzwiach. Wyszłam szybko, ale stanęłam jak wryta na werandzie. To było straszne. Dwa rozbite samochody. Poczułam znowu krew. Och, nie. Proszę tylko nie to. Spoglądnęłam na las, który rósł naprzeciwko naszego domu. Ale oddzielała mnie od niego ulica i łąka pełna kwiatów. Miałam ochotę rzucić się na któregoś człowieka i wyssać z niego całą krew. Przez cały czas czułam ten straszliwy ból. Ruszyłam na chodnik i zaczęłam iść w stronę szkoły. Spoglądnęłam jeszcze raz na las. Był tak ciemny, ale już nieprzerażający jak sprzed kilku dni. Jak na niego patrzyłam miałam wrażenie jakby był przytulny jak mój dom.. co ja do cholery wygaduje?! Przy każdej mijanej osobie coraz bardziej mnie bolało. Skręciłam w uliczkę przez którą nikt nigdy nie przechodził. Chciałam, aby ten ból znikł. I po chwili znikł, ale nie na długo. Ustałam jak wryta. Zobaczyłam małą dziewczynkę. Przestraszoną ze łzami w oczach. Podeszłam do niej. Już nad sobą nie panowałam. Nie potrafiłam. Jakby ktoś zamknął mnie w klatce i nie pozwolił wyjść. Krzyczałam w myślach. NIE! UCIEKAJ MAŁA! PROSZĘ! UCIEKAJ! W duszy płakałam jak małe dziecko. Wiedziała, że to co zaraz zrobię będzie złe. Tak bardzo chciałam się powstrzymać, ale nie dawałam rady. To coś wygrywało ze mną. 
Podeszłam do niej z uśmiechem. Przechyliłam głowę w prawą stronę. Moje drugie ja było szczęśliwe, że zaraz będzie mogło wbić kły w żyłę dziewczynki. Tej małej, bezbronnej dziewczynki. Podeszłam bliżej, a dziewczynka spojrzała na mnie swoimi spuchniętymi od płaczu oczkami. 
- Co się stało? Jak tu się znalazłaś? Jak masz na imię? 
Dziewczynka przetarła oczy i nos. Spojrzała na swoje buty, a potem znów na mnie.
- Nie wiem. Zgubiłam się.
Po jej policzku spłynęła następna łza.
-  Sophie.
- Jak ładnie.
Uśmiechnęłam się do niej, a dziewczynka odwzajemniła swoim leciutkim uśmieczkiem.
- Szkoda mi się.
Było widać żal w moich oczach. Cały czas krzyczałam: UCIEKAJ! SOPHIE, UCIEKAJ! Ale nic to nie dało. Przybliżałam się do niej coraz bardziej. Ukucnęłam naprzeciwko niej. Przybliżyłam się tak blisko jej szyi, że niemal ją dotykałam. Czułam pulsującą krew i ten cholerny ból. Otwierałam już usta pokazując swoje kły, a dziewczynka zapytała:
- Co ty robisz?
- Nic.
Odpowiedziałam z lekkim uśmieszkiem. W tej samej chwili moje kły przebiły jej żyłę. Ustawiłam ręce tak, aby nie ciekła. Jej krew była tak słodka. Tak dobra. Nie czułam już bólu. Czułam tylko przyjemność z wysysania jej krwi. Po chwili nie było już w niej, ani kropli krwi. Wyprostowałam się i wytarłam twarz. Już nie czułam żadnego bólu. Smuciłam się jednak, że nie potrafiłam temu zapobiec. Po chwili znowu zaczęłam iść w stronę szkoły. Weszłam już na ulicę pełną ludzi, ale nie czułam głodu. Nie potrzebowałam już więcej krwi, lecz czułam jak ona pulsuje u ludzi i wzywa mnie, abym ją wypiła. Szłam szybko i nagle ktoś zablokował mi przejście. Spojrzałam na jego twarz. Tak, to był On.  To przez Niego to zrobiłam. TO PRZEZ NIEGO!!! Uśmiechnął się to mnie zalotnie. Zza jego pleców wyszła zniewalająco piękna blondynka z brązowymi oczami. Odrzuciła włosy do tyłu i odeszła mnie. Ustała koło Niego i posłała mu swój uroczy uśmiech.
- Cześć.- Powiedział po chwili.
- Ehm .. cześć?
Byłam wściekła. Miałam ochotę go zabić. Zacząć na niego krzyczeć.
- Nazywam się Amon, a to moja dziewczyna Tayna.
Uśmiechnął się ponownie swoim seksownym uśmiechem. Przewróciłam oczami.
- Cześć. - Powiedziała Tayna posyłając do mnie swój uroczy uśmiech.
- A ty jesteś ...
- Aniela. - Powiedziałam szybko.
- Hm.. racja.
- Czy ty mi do cholery zrobiłeś?! - Krzyknęłam.
Miałam dość tej presji. Chciałam wykrzyczeć mu wreszcie coś.
- Ehm .. może lepiej gdzieś indziej o tym porozmawiamy.
- Czemu, do cholery, nie tutaj?!
- To nie jest miejsce na takie rozmowy.
 - A gdzie ono jest?!
Dotknął mojego łokcia i uśmiechnął się.
- Uspokój się.
Spojrzałam na zegarek. 8.55. Mam 5 minut! Nie zdążę do szkoły!
- Sorry, ale się spieszę. Muszę iść do szkoły.
- Czekaj, nie możesz tam iść. Wszystkich zabijesz.
Powiedział to z takim spokojem, że miałam ochotę mu przywalić. Zagryzłam wargi.
- Choć wszystko ci wyjaśnię. 
Spojrzałam na drogę wiodącą do szkoły.
- Nie martw się. Zadbam, żeby nikt nie zauważył twojej nieobecności.
- Dobra.. - Powiedziałam bez przekonania.
Blondynka się uśmiechnęła. Wskazał ręką las.
- Tam będziemy rozmawiać.
- Chyba sobie żartujesz?!
- Nie.
Powiedział z wielką powagą. Tayna podeszła do mnie i wręczyła mi liścik. Spojrzałam na Amona. Nie zobaczył tego. Amon się odwrócił i powiedział, że zaraz do nas dołączy. Patrzyłam jak odchodzi. Rozłożyłam kartkę i zobaczyłam napis:
" Jeśli go dotkniesz pożałujesz!"
Spojrzałam ze strachem na blondynkę, a ona uśmiechnęła się podeszła z niebywałą prędkością do jakiejś dziewczyny i urwała jej głowę. Wzdrygnęłam się. Po chwili powiedziała bezdźwięcznie " Zabije cię!".

***
 _____________________
*Amok - żądza mordu , atak szału .

wtorek, 26 czerwca 2012

Prolog .

The Vampires Secrets .

 

  Prolog .

Wam­pi­ry, cza­rodzieje, ufo - nikt w to nie wie­rzy. A cza­sem le­piej wie­rzyć w to niż w ludzi. W ludzi cza­sami nie warto.

   Czy zastanawialiście się kiedyś jak to jest być wampirem ? Jak to jest żyć wiecznie okłamując wszystkich dookoła tylko dlatego , aby byli bezpieczni . Nie możecie powiedzieć nikomu przez co stajecie się samotni . Czujecie się jak w pułapce z , której nigdy nie można wyjść . Wiecznie musicie siebie pilnować , aby nie wydało się kim jesteście . A co by było gdyby wszystko się wydało ? Zapanował by chaos . Nikt nikomu by nie wierzył . Wszyscy by zabijali siebie nawzajem , aby przeżyć do następnego dnia . Samotność . Ludzie uciekaliby do niej , ale nie za długo , gdyż wszystko co istnieje znikło ze świata . Powstała by pustka . Ogromne białe pomieszczenie , ale nikogo by nie było . Niczego by nie było . Puste białe pomieszczenie . Bez życia . Ale czy to możliwe , żeby istoty nadnaturalne posunęły się do takiego czynu ?

***




Przepraszam , że Prolog trochę dziwny , może niezrozumiany czy coś , ale jak go pisałam wogle nieświadomie odchodziłam od tematu . Liczę , że spodobają się wam moje opowiadania . :)


Byłabym wdzięczna za komentarze . :)